niedziela, 5 stycznia 2014

Ośla łączka 2013.

Małe podsumowanie roku 2013, czyli mojej biegowej Oślej Łączki.

W rok 2013 weszłam ze spadkiem z roku 2012, oficjalnie zarejestrowanym na RunLogu, przebiegniętym dystansem 40,79 km. :-)
W 2013 roku przebiegłam  1022,74 km w  niecałe 10 miesięcy  w 128 treningach biegowych. (reszta to czas kontuzji)

Wystartowałam w:
5 biegach na 10 km, oraz po jednym na 8 km, 5 km i 4 km.

Dodatkowo byłam na 69 zajęciach aquafitnesu.

Po praktycznie każdym bieganiu robiłam sesję rozciągania z jogą dla biegaczy Fiji McAlpin + jakieś dodatkowe ćwiczenia siłowe, trwało to od około 20 do czasami 40 minut.

Oprócz tego wykonywałam ćwiczenia siłowe, skakałam na skakance, trochę jeździłam na rowerze.

W bieganiu towarzyszył mi: forum bieganie.pl,  Garmin Forerunner 210, książki o bieganiu wydawnictwa Galaktyka oraz 5 par butów biegowych.

1. Adidas "nonejmy" stare jak świat.
To je wygrzebałam z dna szafy i założyłam na nogi, jak jeszcze w końcówce 2012 roku wymyśliłam sobie bieganie.

2. Mizuno, model Wave Fortis 3.
Pierwsze buty kupione  świadomie do biegania. Okazały się kompletna porażką nie nadająca się do biegania dla mnie.

3. Adidas model CC Fresh Run.
Strzał w dziesiątkę, kupione z założeniem, że chcę buty jak najbardziej inne od Mizuno.
Buty, które pokazały mi nurt butów w jakich dobrze mi się biega.
Ale przede wszystkim buty, które  skłoniły mnie do zastanowienia się jak biegam i pracy nad tym.

4. NB, model Minimusy WR 10.
Konsekwencja tego, co zaczęło być przemyśliwane na podstawie biegania  w FRach.
I butowa miłość od pierwszego wejrzenia. Bieganie w Minimusach mimo, że dużo bardziej wymagające fizycznie, jest dla mnie najprzyjemniejszym bieganiem i w tym kierunku chcę podążać.

5. Brooks Pure Grit. Typowe terenówki, teoretycznie też z nurtu mini.
Niby wszytko z nimi Ok, wygodne, spełniają wymagania  jakie wobec nich miałam. Ale  jednak bardziej odpowiada mi koncepcja  butów, serwowana przez NB.

Na uwagę zasłużyły także niektóre ciuchy biegowe.
Z całej czeredy koszulek, spodenek, bluz itp, najlepiej się spisały:
Koszulka do biegania z krótkim rękawem NB z systemem Lighting Dry, cienka bluza z długim rękawem Adidas z serii ClimaLight, spodenki 3/4 NB,  cienka wiatrówka od Kalenji, skarpetki letnie od 4F, daszek ASICS.
Zero zastrzeżeń, świetna jakość (poza kurtką kalenji która jeszcze dycha, ale się siepie), ładne wzornictwo ale przede wszystkim 100% funkcjonalności.

To był wspaniały mimo wszystko ośli rok choć zakończony oślą kontuzją, której na razie  końca nie widać.

W rok 2014 wchodzę kulawa, uziemiona i ze świadomością, że żadnych planów, które miałam nie wykonam.
Nie przebiegnę na wiosnę półmaratonu, nie zwiększę dystansów bieganych dla frajdy na wycieczkach biegowych, bo raczej czeka mnie ich zmniejszenie, może w ogóle nie pobiegnę w żadnym zorganizowanym biegu żeby nie ryzykować znów kontuzji w wyniku napalania się na wynik i owczego pędu.
Czeka mnie  powtórka z przystosowywania się do biegania, praca od nowa nad wydolnością.
Trudno. Byle  w ogóle się dało. Na razie nie przyjmuję do wiadomości, że do biegania nie wrócę.


I żeby nie kończyć tak smętnie, to niebiegowy bonusik.
Krótka wizyta w Toruniu, zaowocowała odkryciem smakowitego i klimatycznego miejsca. Bardzo polecam.
Trafiliśmy tam całkiem przypadkiem, po dłuuugim błąkaniu się po starówce w poszukiwaniu jakiegoś  klimatycznego, lokalnego, jak najbardziej "piernikowego i kopernikańskiego" miejsca.
Obeszliśmy  starówkę  we wszystkie strony znajdując mrowie lokalów gastronomicznych z kuchnią włoską (co wszyscy mają z tą pizzą i makaronem jak babcię kocham?), oraz sporo z kuchnią standardową typu: żeberka z grila, dorsz/pstrąg z rusztu- to jest teraz wszędzie takie same, żadna atrakcja.
Do tego chyba kilka  z kuchnią indyjską (?!), amerykańską, meksykańską a nawet o zgrozo ... karaibską.
Sfinx, Mc Donalds, KFC.
Mało nie dostałam cholery, bo głód już ostro w oczy zaglądał. Już byłam gotowa zrezygnować z planu unurzania się w lokalnym kolorycie i  iść z głodu na te włoskie żarcie, albo po prostu do Sfinxa zjeść rybę z warzywami i bez łaski.

Aż całkiem przypadkiem, trafiliśmy do:



Przy browarze jest restauracja więc i z głodu nie padliśmy.
Jednak główna atrakcja to piwo i toruński, piernikowy, kopernikański klimat.
Pierwsze co mnie uderzyło od wejścia, to cudowny zapach. Nie mogłam  pojąć co to jest, bo był to zapach mocny, jednak zbyt subtelny i pełny, żeby pochodził z chemii. Kadzidełek, świeczek, sztucznych pachnideł. Dopiero później doczytałam się, że to zapach towarzyszący procesowi warzenia piwa. W życiu bym nie przypuszczała, że piwo może wydawać takie przyjemne aromaty w procesie produkcji. Podobno obeznany z procesem degustator, jest w stanie na podstawie zapachu panującego w Olbrachcie wywnioskować, na jakim etapie warzenia jest  Olbrachtowskie piwo w kadziach. :-)

Nie jestem  fanką piwa, raczej nie pijam, bo nie lubię zwyczajnie. Wypijam może do kupy ze 2-3 litry rocznie albo i mniej.  Czasem się skuszę na jakieś piwo z browaru Kormoran, bo mają całkiem dobre według mnie. Lub jakieś inne niszowe piwo z niewielkiego browaru. Ale na ogół kończy się to tak, że kupię z ciekawości, wypiję parę łyków: "oj dobre, oj dobre" i "takie dobre", że oddaję Puchatemu.
Ale piwa od Olbrachta całkiem mi posmakowały, do obiadu  dałam radę półlitrowemu kufelkowi Piernikowego,  więc przy moim "przerobie" o czymś to jednak świadczy.

Wzięłam "Piernikowe", bo nie tylko smaczne się okazało po spróbowaniu próbki, ale Toruń, klimat i tak dalej. "Toruńska Śmietanka" też kusiła, a piwo specjalne, ciemne i aromatyczne jeszcze bardziej.
Bardzo pomocny w wyborze, jest  oferowany "zestaw degustacyjny". 4 małe kufelki po 125 ml, ze specjałami Olbrachta, 3 stałe pozycje i 1 piwo specjalne, podobno co miesiąc inne, bardzo pomaga w wyborze bez strzelania w ciemno.


Na zdjęciu  zestaw degustacyjny, od lewej:
1. Piwo specjalne. Trafiliśmy na ciemne, aromatyczne, 6%,  wytrawne piwo. Bardzo dobre!
Niestety nie pamiętam nazwy.
2. Piernikowe.  Lekko słodkawe, gęste, pełne aromatów korzennych przypraw. Mnie najbardziej przypadło do gustu.
3. Śmietanka Toruńska. Piwo pszeniczne i tu moje zdziwienie. Jak nie lubię piw pszenicznych, tak to było naprawdę smaczne. Rześkie, lekko owocowe w smaku. Według opisu z nutą bananową,  ale jak spróbowałam, to pierwsze wrażenie jakie miałam, to smak dojrzałych, mącznych, słodkawych papierówek wygrzanych w słońcu.
4. Klasyczny pils. Dla mnie najmniej chyba lubiany typ piwa, ale pils Olbrachta nawet jak dla mnie, był znośny w smaku. Puchatek skusił się właśnie na tego klasyka.

Dania główne dobre. Fajnie pomyślane. Porcje jak na dzisiejsze standardy średnie, ale dla mnie akurat a nawet z naddatkiem. Najadłam się (a byłam już mocno głodna) a nie przejadłam, dałam radę całemu  i zostało mi miejsca na piwo i trochę na siłę deser. Ale jakbym miała zjeść jakąś przystawkę, zupę, porcję główną i piwo- to nie dałabym rady.

To mi się w polskiej gastronomii nie podoba. Zamiast  drogich, wielkich porcji, liczyłabym na mniejsze porcje za 1/2  a nawet 1/3 ceny, za to pozwalające na zjedzenie właśnie: przystawki, zupy, porcji głównej, a dla  co żarłoczniejszych i deseru.

Jadłam gęsinę z pierożkami z kaszą plus surówka z modrej kapusty. BARDZO! fajny pomysł. To na te pierożki się skusiłam właśnie. Były  świetne. Lepsze niż mięso. To one grały pierwsze skrzypce w tym daniu i decydowały o jego charakterze. Naprawdę widać, że żaden standardowy garmaż, że robione chyba na miejscu.
Puchatek wchłonął kaczkę w sosie  porzeczkowym. Też z pierożkami, ale z jabłkiem. I znów genialny pomysł z tymi pierożkami!

Czego nie polecam? Deserów. :)
Lepiej nawet nie próbujcie.
Weźcie kolejne piwo. Browar to browar a nie cukiernia.
Jeśli  zdarzy mi się mieć okazję  wrócić do Olbrachta (chętnie), to  raczej docelowo na przekąski do piwa:  śliwki w boczku i carpaccio z polędwicy wzbudzają moje pożądanie powrotu do Torunia. No i piwo!


 Po piwie, to tak w sumie nie wiadomo, prosto, krzywo, jeszcze tylko bruk, czy to już wyboiście?

A kot pyta, że co ja z tym Toruniem, ośla głowa? Przecież jedne święta już były, więc nie o piernikach, tylko o babach wielkanocnych czas myśleć.