Moje prawie dorosłe dziecko miało świetny dzień!
Wprawdzie pobyt na treningu skończył się telefonem z bekiem do mamusi.
A potem dzikim rajdem przez miasto na pogotowie.
Gdzie po kilku godzinach badania, ostrzykiwania w tyłek ketonalem, z bólem, sińcami, kulawizną i kilkoma dziórami w powłoce wierzchniej, zaproponowało doktorowi wspólne zdjęcie na fejsbunia.
W ogólnym rozrachunku bardzo udany dzień.
Udało się nie wybić sobie żadnego zęba, ani nawet nie złamać nosa.
Pełen sukces. Oby tak dalej.
Bożedopomóż.
R
Kot też miał świetny dzień. Jak zwykle został pilnować domu.
sobota, 15 lipca 2017
piątek, 14 lipca 2017
Na kota jak na Zawiszę!
Na kota zawsze można liczyć!
Że jak człowiek już nie może, to kot sam z siebie całkiem nieproszony, weźmie i pomoże.
Co poradzić. Pozostaje docenić.
R
Kot mówi, że stare chińskie przysłowie mówi, że ponad czyny liczą się intencje.
poniedziałek, 10 lipca 2017
Prawa Murphy'ego.
Masażyści, rehabilitanci, osteopaci i reszta,
ZAWSZE !!!
akurat wyjechali na 3 tygodnie urlopu, jak człowiekowi na treningu właśnie coś gdzieś strzeliło, urwało się, naciągnęło a w plecy wlazło lumbago.
Normalka.
Pochodzę sobie na Pilates. A przez te 3 tygodnie zanim oni wrócą, samo się wygoi.
R.
Kot też wyszedł na wakacje. Na taras. Wraca tak średnio 50 razy na dobę zaraz po wyjściu.
ZAWSZE !!!
akurat wyjechali na 3 tygodnie urlopu, jak człowiekowi na treningu właśnie coś gdzieś strzeliło, urwało się, naciągnęło a w plecy wlazło lumbago.
Normalka.
Pochodzę sobie na Pilates. A przez te 3 tygodnie zanim oni wrócą, samo się wygoi.
R.
Kot też wyszedł na wakacje. Na taras. Wraca tak średnio 50 razy na dobę zaraz po wyjściu.
czwartek, 22 czerwca 2017
Pierwszy dzień lata 2017
Syrop z kwiatów czarnego bzu:
- 40 dorodnych baldachów kwiatów czarnego bzu
- 5 cytryn
- 1 do 2 kg cukru brązowego
- kilka goździków
- 2 litry wody
Kwiaty odciąć od łodyżek, zalać wrzątkiem.
Odstawić na 12 godzin.
Odcedzić, dodać sok z cytryn, goździki, cukier.
Zagotować.
Gorący syrop rozlać do słoików, zakręcić , odwrócić do ostygnięcia, nie wekować.
Przechowywać w ciemnym miejscu.
W upały doskonały po treningu w formie lemoniady: rozcieńczony gazowną wodą z plasterkami cytryny.
Zimą do gorącej, malinowej herbatki, po sportach na śniegu.
R.
Kot cały żółty od kwiatowego pyłku, też pomagał. Mrucząc kwiatom w garze, senne kołysanki.
poniedziałek, 12 czerwca 2017
Barki.
Moje ucho igielne.
Genetycznie nie miałam tam chyba nawet jednego włókna mięśniowego.
To co wypracowałam, to wynik potu, łez, mnóstwa niewybrednych przekleństw i tony pretensji do losu/instruktorów/życia/sztangi (że za ciężka i że w ogóle i po co to).
No ale bez barków się nie da.
Więc trzeba.
Pozdrawiam,
R.
A kot mówi, żebym się cieszyła lepiej, że nie mam ogona.
Trening barków to NIC, trening ogona to dopiero COŚ!
Genetycznie nie miałam tam chyba nawet jednego włókna mięśniowego.
To co wypracowałam, to wynik potu, łez, mnóstwa niewybrednych przekleństw i tony pretensji do losu/instruktorów/życia/sztangi (że za ciężka i że w ogóle i po co to).
No ale bez barków się nie da.
Więc trzeba.
Pozdrawiam,
R.
A kot mówi, żebym się cieszyła lepiej, że nie mam ogona.
Trening barków to NIC, trening ogona to dopiero COŚ!
wtorek, 23 maja 2017
Poetycznie.
Crossfit* zaczyna się w piątek późno wieczorem o głupiej godzinie.
Ma to swoje skutki umysłowe, objawiające się poezją przedtreningowo-refleksyjną.
Próbka okrojona, czyli nie tylko dla 18+
"nie mogę ćwiczyć dobrze, bo boli mnie noga w biodrze" (tak, to moje)
"nie mogę ćwiczyć z rana, bo bolą mnie oba kolana"
"nie mogę ćwiczyć z wieczora, bo nie jest to dobra pora"
"jakieś dzisiaj ciśnienie jest..." (? też nie zrozumiałam kolegi, ale ładunek emocjonalny wypowiedzi był porażający. Jakby do nas Ś.P. Holoubek przemówił z wysokości.)
"nie mogę ćwiczyć w piątek, bo piątek weekendu początek"
"nie mogę ćwiczyć w niedziele, bo z rodziną siedzę w kościele"
"poniedziałek... dzień konia" (kolega od ciśnienia.)
"ja nie mogę, znowu ta padaka" (koleżanka. miała na myśli tabatę)
"nie mogę ćwiczyć w wakacje, bo znam lepsze atrakcje"
"nie mogę ćwiczyć w południe, bo d. mi od tego chudnie"
"nie mogę ćwiczyć latem, bo idę na ryby z tatem"
A potem wpada na bramę trenejro-instruktojro, niczego nieświadomy, szczęśliwy jak ogórek na wiosnę i radośnie wydziera na nas pysk.
I po poezji.
I po wymówkach.
Nie ma, że boli, że jest ciśnienie, piątek, lato, zima.
Refleksyjnie pozdrawiam,
(ipocojatosobierobięwpiątekwieczorem?)
R.
Kocia poezja na temat:
"jestem piękny, jestem boski,
nie trenuję, więc beztroski"
* spoko, żenująca prawdziwych krossfiterów wersja klubowa, taka "nie tylko dla koksów".
Ma to swoje skutki umysłowe, objawiające się poezją przedtreningowo-refleksyjną.
Próbka okrojona, czyli nie tylko dla 18+
"nie mogę ćwiczyć dobrze, bo boli mnie noga w biodrze" (tak, to moje)
"nie mogę ćwiczyć z rana, bo bolą mnie oba kolana"
"nie mogę ćwiczyć z wieczora, bo nie jest to dobra pora"
"jakieś dzisiaj ciśnienie jest..." (? też nie zrozumiałam kolegi, ale ładunek emocjonalny wypowiedzi był porażający. Jakby do nas Ś.P. Holoubek przemówił z wysokości.)
"nie mogę ćwiczyć w piątek, bo piątek weekendu początek"
"nie mogę ćwiczyć w niedziele, bo z rodziną siedzę w kościele"
"poniedziałek... dzień konia" (kolega od ciśnienia.)
"ja nie mogę, znowu ta padaka" (koleżanka. miała na myśli tabatę)
"nie mogę ćwiczyć w wakacje, bo znam lepsze atrakcje"
"nie mogę ćwiczyć w południe, bo d. mi od tego chudnie"
"nie mogę ćwiczyć latem, bo idę na ryby z tatem"
A potem wpada na bramę trenejro-instruktojro, niczego nieświadomy, szczęśliwy jak ogórek na wiosnę i radośnie wydziera na nas pysk.
I po poezji.
I po wymówkach.
Nie ma, że boli, że jest ciśnienie, piątek, lato, zima.
Refleksyjnie pozdrawiam,
(ipocojatosobierobięwpiątekwieczorem?)
R.
Kocia poezja na temat:
"jestem piękny, jestem boski,
nie trenuję, więc beztroski"
* spoko, żenująca prawdziwych krossfiterów wersja klubowa, taka "nie tylko dla koksów".
poniedziałek, 22 maja 2017
21 maja 2017- warsztaty jogi: rozciąganie przedniej i tylnej taśmy powięziowej..
Pójść na 6-cio godzinne warsztaty jogi i nie przyznać się:
-że nigdzie się nie praktykuje,
-że na zajęciach jogi było się raz w życiu jakieś 3 lata temu,
-że uważa się sekwencje jogi na yt za wygodne, bo podane na tacy układy stretchingu potreningowego
potrafię chyba tylko ja uzbrojona w moją wrodzoną beztroskę.
Nikt nie zapytał, więc się nie rwałam przed szereg z wywnętrznianiem się.
Kazali zrobić mostek, zrobiłam.
Kazali robić świecę, zrobiłam.
Kazali stanąć na głowie, stanęłam.
Kazali zatkać placami uszy, oczy, kąciki ust i robić "ommmmm", robiłam. Choć to akurat nie wiem po co, bo jakoś nie powiedzieli. Pewnie założyli, że wszyscy wiedzą.
Po wszystkim zjadłam burgera z toną majonezu i wypiłam kawkę z 3 paczkami cukru w pobliskim BurgerKingu.
Jutro sobie dołoję na sztangach, tak dla równowagi cielesno-duchowej, żeby sobie nie wyobrażać za wiele i zapobiec uderzeniu sodówki do głowy.
R.
Jogokot mówi: Ommmmmmmmmmmmmmmmm....
-że nigdzie się nie praktykuje,
-że na zajęciach jogi było się raz w życiu jakieś 3 lata temu,
-że uważa się sekwencje jogi na yt za wygodne, bo podane na tacy układy stretchingu potreningowego
potrafię chyba tylko ja uzbrojona w moją wrodzoną beztroskę.
Nikt nie zapytał, więc się nie rwałam przed szereg z wywnętrznianiem się.
Kazali zrobić mostek, zrobiłam.
Kazali robić świecę, zrobiłam.
Kazali stanąć na głowie, stanęłam.
Kazali zatkać placami uszy, oczy, kąciki ust i robić "ommmmm", robiłam. Choć to akurat nie wiem po co, bo jakoś nie powiedzieli. Pewnie założyli, że wszyscy wiedzą.
Po wszystkim zjadłam burgera z toną majonezu i wypiłam kawkę z 3 paczkami cukru w pobliskim BurgerKingu.
Jutro sobie dołoję na sztangach, tak dla równowagi cielesno-duchowej, żeby sobie nie wyobrażać za wiele i zapobiec uderzeniu sodówki do głowy.
R.
Jogokot mówi: Ommmmmmmmmmmmmmmmm....
Subskrybuj:
Posty (Atom)
