piątek, 8 marca 2013

Nie biegowo. AQUAFITNESS.

Oprócz tego że Ratler się uaktywnił pod koniec 2012 r. biegowo, to od ponad 2 lat moczy Ratler 3 razy w tygodniu swój odwłok w basenie na zajęciach aquafitnessu (aqua aerobiku).

Więc parę słów o tej formie aktywności.
Z ręką na sercu, mogę polecić aquafitness właściwie każdemu w każdym wieku, bez względu na stopień uaktywnienia ruchowego.
Mówi się wprawdzie, że jak coś jest dla każdego to jest do niczego, ale od każdej reguły są wyjątki.
I aquafitness właśnie takim wyjątkiem jest. 

Chwila relaksu -hantelki nad wodą.
Podczas ćwiczeń należy je trzymać zanużone.
Na zdjęciu  hantelki "trójki" - już nie przelewki. :-)
Aquafitness powstał na bazie rehabilitacji w wodzie.
Jest więc pozbawiony wad które często dyskwalifikują ze sportu osoby starsze, w ciąży, z problemami kręgosłupa, osteoporozą, o słabych stawach, dużej nadwadze, z powodu skłonności do kontuzji, po kontuzjach, lub zwyczajnych a jakże dokuczliwych halluksów czy żylaków.
Zajęcia są prowadzone w wodzie która aby były efektywne, powinna sięgać przynajmniej do pach.
Jest to ruch w prawie całkowitym odciążeniu.
Woda wypiera z siłą niwelującą nawet do 90% naszego ciężaru co doskonale się przekłada na relaks kręgosłupa i stawów.
Opór wody oraz konieczność aktywnego utrzymywania równowagi przy każdym ruchu powoduje uaktywnienie wszytkich mięśni.


Pas piankowy zapewnia pływalność bez względu na pozycję.
Dodatek piankowych hantelek i opasek na nogi, powoduje,
że nawet proste ćwiczenia potrafią dać czadu.
Dodatkową korzyścią, zwłaszcza dla pań, jest masaż całego ciała jaki pojawia się jako wartość dodana, podczas intensywnego ruchu w wodzie. Woda intensywnie opływająca i masująca przy okazji nasze ciało, ma rzeczywiste właściwości  antycellulitowe, co można sobie samemu zaobserwować, łypiąc ukradkiem na aquafitnesski regularnie uczęszczające na zajęcia.
Panie regularnie uczestniczące w zajęciach, często starsze (nie brak pań w wieku + 60, 70 lat!!!) i wcale nie zawsze szczuplutkie, mają naprawdę ładne, gładkie ciała, sprężystą skórę.
Żadne cudowne balsamy antycellulitowe "fanaście w jednym", z pompką, masażerem i cudem na kiju, nie dają takich efektów. Słowo!


Zajęcia na które uczęszczam trwają 45 minut, są prowadzone przy muzyce przez instruktorki.
Nie trzeba umieć pływać!
Nie trzeba zanurzać głowy pod wodę.
Na czas zajęć, jest się opasanym wypierającym pasem piankowym, który zapewnia nam pływalność  i bezpieczeństwo. Człowiek w zapiętym pasie unosi się na wodzie jak korek :-).
Kto mimo pasa ma w sobie lęk przed utratą gruntu pod nogami- może na całe zajęcia pozostawać w płytszej wodzie.

Zajęcia są urozmaicane akcesoriami typu: piłki, piankowe makarony, nakładki na stopy i dłonie, krążki, hantelki o różnym stopniu wyporności.
W przeciwieństwie do zwykłych ciężarków które trzeba podnieść, te ustrojstwa trzeba wepchnąć pod wodę, co uaktywnia  mięśnie o których istnieniu na ogół  nie mieliśmy pojęcia.

Co trzeba mieć: kostium kąpielowy najlepiej 1 częściowy, czepek, ręcznik, klapki i chęć szczerą.
Reszta sprzętu jest wypożyczana na zajęciach przez organizatora.

Akcesoria do ćwiczeń:
 pas piankowy, makarony, piankowe hantelki.
Używa się także piłek, nakłądek na stopy, dłonie,
krążków wypierających.
Po 2 latach uczęszczania na aquafitness mam:
- dużo mniej  problemów z moim "korkociągiem" (kręgosłupem). Mimo że prosty nie będzie już nigdy, to boli mniej, rzadziej, ogólnie mniej o sobie przypomina mimo że "damesa" jak na obcasach chadzała tak chadza.
- wzmocnione i ładnie umięśnione plecy
- ładnie umięśniony brzuch i ramiona
- bardzo wzmocnione mięśnie boczne tułowia
- zero !!! cellulitu, mimo że nie poświęcam walce  z nim najmniejszej uwagi. Żadnych antyC-balsamów, masowania, rolowania, cudowania, wytapiania, diet.
- końską odporność. Jednak wymaczanie się przez cały rok w zimnej wodzie świetnie hartuje.
Przez te 2 lata, 1 raz miałam katar (bez gorączki, bez innych dolegliwości, nie bakteryjny)
-i mój kręgarz jest zachwycony. :)

Naprawdę polecam.
I biegnę pozdrowić,
Ratlerek.

A kot zaniemówił.
Taka OHYDA!!!! WODA!!!  Z WŁASNEJ WOLI DO WODY WŁAŻĄ SZALEŃCY!!! Phhhhh....
I umknął pod komodę przemyśleć sens dalszego mieszkania z ohydnymi wymoczkami.

*Zdjęcia zaczerpnięte ze stron organizatorów zajęć aquafitness.

3 komentarze:

  1. Fajnie to brzmi :-). Tylko ze mnie jednostka antywodna i wszelkie baseny odpadają ;-). Ale podziwiam wytrwałość - zwłaszcza chodzenie na basen zimą! Szacun, Ratlerze!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki :-), co ciekawsze, ja też w zasadzie antywodna. Nie pływam (no na basenie te tam 25 m rozpaczliwym pieskiem pokonam) do jezior, rzek, zatoki nie wchodzę bo się brzydzę, do morza się boję, na statkach nie pływam bo mam jakąś fobię.

    Ale to, z braku laku przypadkiem zaczęłam i chociaż mnie dość nudzi, to efekty są takie że będę tam chodzić chyba do śmierci.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bym chętnie. Szczególnie jak napisałaś o tym anty-cellulitowym działaniu (marzę o pozbyciu się kalafiorów z tyłka i ud).
    Wygląda super i jak widać efekty takich zajęć też są rewelacyjne. Podejrzewam że warto spróbować.
    Szkoda, że nie dysponuję taką porcją wolnego czasu żeby sobie takie zajęcia zafundować. Ale jakby kiedyś coś się zmieniło, to idę w ciemno :)

    OdpowiedzUsuń