
Bo jak psu buda, koniu* owies, tak biegaczowi owsianka się należy.
Nie mam najmniejszego pojęcia, w czym tkwi sekret owsiankowego szału, ale poddałam mu się w tym samym czasie co bieganiu. Wcześniej jakoś w ogóle mnie do owsianki na śniadanie nie ciągnęło.
Do biegania też nie.
Jadałam ją sporadycznie, na ogół na wyjazdach. To co mnie odstraszało od owsianki to mleko, z którym na ogół jest podawana.
Swoje owsianki gotuję na wodzie. Do ugotowanej często dodaję owszem mleko, ale kokosowe. Albo polewam po wierzchu koglem-moglem.
Moje owsianki tylko częściowo składają się z płatków owsianych, jest tam zawsze: kasza jaglana, komosa ryżowa, płatki ryżowe. Czasami też inne: orkiszowe, jęczmienne, gryczane, szarłat. Nasiona maku, sezamu, słonecznika, lnu, dyni, czasami wiórki kokosowe. Orzechy i migdały. Ostatnio stałym dodatkiem są surowe aronia i żurawina. Oraz pokrojona w kosteczkę, ugotowana dynia.
Teraz nie wyobrażam sobie tygodnia, bez przynajmniej 3 śniadań owsiankowych. Na ogół jest ich 5, owsianka na śniadanie w każdy dzień roboczy.
Tylko weekendy są "jajkowe". Puchatek robi wtedy śniadanie, cała rodzina przy stole i jajka na miękko muszą być. :)
Nie ukrywam, że dla mnie owsianka to świetna okazja, żeby już od samego rana nawtykać się owoców.
Dlatego z pod nich właściwie nie widać owsianki, ale słowo czworonoga, że ona tam jest.
I to chyba jest postawa tego obłędu.
Bo ja po owsiance nie biegam, więc ta szajba z bieganiem jednak niewiele ma wspólnego.
Więcej z łakomstwem.
Wiosna
Lato
Jesień
Zima
Nie będę opisywać jakież to cudowne własciwości, cud składniki, tony energii i hordy węglowodanów owsianka zawiera. Wystarczy zajrzeć w gogle i ma się lekturę na 3 doby. Mnie wystarcza, że ją uwielbiam.
Z owsiankowym pozdrowieniem: "iiihaha!"
Ratlerek kuty na 4 kopytka.
Kotu słabo. Błe! Wątróbki i śledzia, bo zaraz zemdleje!
*"Temu koniu" bo: "temu misiu oczko wyleciało.