Tylu ludzi leży, kot leży i mają się dobrze. A Ratler ora na ugorze, ciągnie te nogi za sobą, brnie po kostki w śnieżno-solnej brei, smagany wiatrem w oczy i marzy o tym że da radę jeszcze więcej. Za miesiąc, za pół roku, za 2 lata może, kiedyś. Ale 20+ km wymarzone, w końcu przyjdzie w miłym truchcie, choćby i po lodzie, po błocie, po śniegu albo w skwarze.
![]() |
Zdjęcie: Ari Seth Cohen. |
A nawet na Olimpiadę Ratlerek nie pojedzie, bo przede wszystkim za stary, więc reszty, typu że za cienki w uszach nawet nie ma co rozpatrywać, ani czy gdyby był młody to by miał szanse między uszami.
Ale w tym szaleństwie jest sens.:-)
![]() |
Zdjęcie: Ari Seth Cohen. |
Warto orać na ugorze i nikt nie jest na to za stary. Bo poza doraźną nagrodą jaką jest zadowolenie płynące z wysiłku fizycznego, oraz możliwość bezkarnego obżarcia się "bo i tak wybiegam", jest naukowo udowodniony fakt, pozyskania +/- 16 lat życia więcej w pełnej sprawności fizycznej dzięki uprawianiu sportu.
Wyobrażacie to sobie? 16 lat a do wyboru 2 warianty: jako osoba w pełni sprawna mimo wieku, lub jako osoba "przetrącona" przez wiek i wynikającą z niej niesprawności. 16 lat to kupa życia. Jest o co grać.
Te wymarzone kilometrówki mają mnie zawieść nie na manowce, a doprowadzić do tego, że będę taką własnie starszą panią jakie widać na zdjęciach Ariego Setha Cohena. Ekscentryczną, smukłą, zadbaną, wyluzowaną i na tyle sprawną, żeby obnosić swoje szałowe kreacje po ulicach, jak fregata galowa w pełnym ożaglowaniu. Nawet jeśli te kreacje będą miały suwaki na plecach.
Bo co tam taki suwak na plecach, jak starsza pani będzie miała tyle krzepy, żeby odziać obcisłe, zasznurować sobie samej adidasy i stanąć do Biegu Urodzinowego Gdyni 2023/33.
O i to jest dopiero plan! To teraz wiem po co oram.
Sobotnie i niedzielne wybiegania, niestety nie wyszły mi zgodnie z planem.
Zima sobie przypomniała że jej właściwie nie było, więc jest. To bardzo zaskoczyło służby miejskie (Olaboga! No jak to? Zima w zimie?), chodniki nie odśnieżone ale solą owszem posypane po wierzchu. W efekcie jest co jest: śnieżno-solna breja po kostki po której się biegnie jak po piachu na plaży, tyle że na dodatek ślisko.
W lesie nie lepiej- główny trakt śliski i nierówny, ulubione ścieżki zaanektowane przez narciarzy. Nie miałam serca niszczyć założonych narciarskich śladów więc 2 razy wybrałam drogę na około- i to był błąd.
W sobotę wylądowałam w mieście w solnej brei.
![]() |
7.800 km, tempo: 07:11, puls średni 157 max: 166 |
W niedzielę próbowałam być mądrzejsza i wylądowałam na ledwo wydeptanej leśnej wąskiej ścieżce w głębokim śniegu, po której się biegło jak po zaoranym polu.
![]() |
7.793 km, tempo: 07:44, puls średni 150 max: 162 |
W efekcie, zamiast planowanych 8 i 12 km wybiegniętych na 75%, wyszło mniej więcej 8 i 8 przebiegniętych wolno, ciężko, na wysokich pulsach i siłowo jak nigdy.
Bolą mnie uda, biodra, stawy skokowe i znów dokuczają ścięgna Achillesa.
I plecy.
I plecy.
Na plecach nie biegłam, wiec uważam że to już przesada.
Jedyne na co liczę, to że ta siłowa harówa zaowocuje wzmocnieniem nóg i latem będzie mi się biegać ogólnie lżej. Oby.
tydzień |
sobota .23.02
|
niedziela 24.02
|
Poniedziałek
|
1
|
56.00' średni puls: 157, 7,800km
|
1.00' średni puls: 150, 7,793km
+ 5x 6 "zajączków"
|
Dzień Konia!
|
plan zakładał | 30' 75% + spr | x |
Planowo biegnę pozdrowić.
Ratlerek.
A kot mówi, że on orał nie będzie bo w okularach, zwłaszcza niebieskich wygląda głupio.
I żebym nie zazdrościła tylko dygała tą swoją jogę, bo suwaczka na pleckach od samego biegania nie zapnę i za 30 lat i nawet za 50.
Wąż nie kot.